Jak rodzi się sukces? Po cichu, w ukryciu, powoli, bez fanfarów, ze świadomością, spokojem, bez presji. Z decyzją i pełną odpowiedzialnością. Dlaczego? Bo to, że właśnie czytasz ten wpis jest wynikiem właśnie mojego małego sukcesu.
Jeszcze niedawno moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Byłam typową żoną i matką, pracowałam na etacie, dorabiałam, zajmowałam się dziećmi, domem, brałam wszystko na siebie, chodziłam jak nakręcona, bo musiało być wszystko idealnie. A przy tym gubiłam siebie, traciłam energię, byłam ciągle zmęczona, zapominałam, że ja też jestem człowiekiem, odrębną istotą, która ma swoją tożsamość, swoją przestrzeń, że mam swoje prawa i tak naprawdę nic nie “muszę”, bo jako wolny człowiek mam wybór. Ale zanim to zrozumiałam przez 20 lat żyłam w trudnym związku, dokonywałam trudnych wyborów, mierzyłam się z trudnymi wyzwaniami, odrobiłam mnóstwo lekcji, walczyłam z rzeczywistością i samą sobą. To wszystko dało mi ogrom siły, aby przetrwać ten czas, wyciągnąć wnioski i w końcu zadbać o siebie, o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Ten trudny z pozoru czas, a zarazem jakże piękny, przygotował mnie na to abym mogła znaleźć się w tym miejscu i w tym czasie, abym mogła wrócić do swojej pasji, do tańca, do rozwoju, zgłębiania wiedzy i dzielenia się nią z innymi. To co pozwalało mi być silną w tamtym momencie, to wiara w to, że kiedyś będę jeszcze tańczyła, że spełnię swoje marzenia, że jeszcze dokonam w życiu rzeczy niemożliwych.
I wiesz co się stało..? Na moją prośbę Bóg pokierował mnie tak, że w końcu zaczęłam patrzeć na siebie i swoje życie z roli obserwatora. Zaczęłam głęboko uświadamiać sobie jak ja żyję i dla kogo żyję. W niedługim czasie podjęłam decyzję, która wywróciła moje dotychczasowe życie i życie mojej rodziny do góry nogami - podjęłam decyzję o rozwodzie, a dwa miesiące później wyprowadziłam się z domu. Zrobiłam to z pełną odpowiedzialnością za to, co będzie się działo dalej. Wówczas nie wiedziałam co będzie i jak będzie. Czy było łatwo? Było cholernie trudno, strach i lęk ogarniały mnie niemal na każdym kroku. Wiedziałam jednak jedno…, że będzie tylko lepiej. Dodatkowe wsparcie ze strony rodziny dawało mi jeszcze więcej siły, by przetrwać ten trudny okres. Nie poddawałam się, bo wiedziałam po co idę. Szłam po siebie, po swoją tożsamość, po życie, na które zasługuję, po swój spokój, szczęście, miłość, szacunek i wszystko inne co będzie mi służyło, choć wielokrotnie moje ego krzyczało “zawróć”.